Taka jest owa nasza covidowa rzeczywistość, w której ustawicznie mieszają się fakty, informacje, opinie i nasze emocje. Każdy z nas próbuje się w tym odnaleźć. Ja także. Łatwo nie jest.
 
Ważny głos fachowca z epidemicznej branży: nie lekceważmy zagrożenia. Ono istnieje i nadal jest bardzo poważne, tym bardziej, że coraz częściej je bagatelizujemy  ufając, że to już finał udręki. Nic z tych rzeczy! Znoszenie obostrzeń w zachowaniach społecznych to wyraz przekonania władz, że gospodarka dłużej nie wytrzyma utraty przychodów, przy wzroście społecznych kosztów, bo jest słaba. Że nie damy rady bezrobociu, świadczeniom społecznym z tym problemem związanym. Dlatego państwo luzuje rygory, nie zaś dlatego, że jest z epidemią dobrze. Nieśmiałe przypominania w mediach danych o utrzymującej się skali zachorowań i zgonów oraz utrzymującej się potrzebie samodyscypliny trafiają na grunt ludzkiej głupoty.
Wiele osób nie przestrzega zaleceń utrzymywania odpowiedniego dystansu w tłumie, kolejkach, w miejscach spotkań. Omijane są zalecenia dotyczące higieny (maseczki, mycie rąk, rękawice), zwłaszcza w sklepach, na bazarach. Dwukrotnie zwróciłem na to uwagę sąsiadom w „biedronkowej” kolejce. W pierwszej sytuacji usłyszałem „Dziękuję, ma pan rację”, w drugiej chamskie „Odwal się Pan!”. A do tego w tym samym tłumku dyskusje i tezy o dobrej kondycji gospodarki. Skoro bowiem państwo deklaruje co chwilę nowe „podarunki”, to nie może być źle. A w ogóle ten Covid to jakaś ściema i spisek możnowładców tego świata przeciw ludziom i wielu państwom. Także przeciw dręczonej z każdej strony Polsce, oczywiście z inspiracji totalnej opozycji. Mówili o tym w telewizji...
Przyznam, że i ja -w kwestii owej ściemy – pomyślałem kilka razy w ostatnich miesiącach podobnie. Teraz już mi się to nie zdarza. 15 milionów ludzi na świecie (co najmniej) zachorowało z powodu koronawirusa. Kiedy to się zatrzyma? Może w to trudno uwierzyć, ale w dużym stopniu zależy to od nas samych.
 
Kilka dni temu zmarł, gdzieś w Polsce, 38-letni mężczyzna. Pozostawił żonę i dwójkę dzieci (3 lata i 4 miesiące). Lekarze stawali na głowie, by go uratować i zatrzymać postępujące skutki zakażenia koronawirusem. Nie udało się...
To się nadal dzieje. Gdzie? Gdzieś w Polsce, obok nas.
 
Zróbmy wszystko, aby wykluczyć nasz udział w tym łańcuchu niechcianych zdarzeń. Nie wiem zresztą, czy „zdarzenia” to właściwe słowo. Pozdrawiam, bądźcie mądrzy i zdrowi!
 
Antoni Kopyto
lipiec 2020
 

cku

Back to top