O trudnej sytuacji instytucji kultury i całej sfery twórczości artystycznej w związku z pandemią raczej mało się mówi i pisze. Chyba w myśl zasady głoszącej, że mamy teraz większe zmartwienia na głowie...Gospodarka, ochrona zdrowia, zabezpieczenie społeczne, szeroko rozumiana kondycja państwa i jego obywateli zdają się przyćmiewać inne zmartwienia i kłopoty.
 
Tymczasem naprawdę trudno dzisiaj wartościować problemy, zakłócenia i skalę strat jakie poniesiemy my wszyscy w związku z tą epidemiczną katastrofą. Niektóre z nich przybierają postać konkretnych liczb i te jakby zasłaniają całościowy obraz konsekwencji. Skutków niewymiernych i trudno mierzalnych. Albo takich, które dziś są mało odczuwalne, ale nawarstwiając się doprowadzą do tragicznych konsekwencji w mniej czy bardziej odległej przyszłości. Tych dotyczących psychicznej, fizycznej i materialnej kondycji milionów ludzi na całym świecie, głębokich zaburzeń i potrzeby rewolucyjnych zmian w relacjach społecznych, systemach zarządzania państwami i różnymi dziedzinami życia.
 
Mam świadomość, że kultura na pewno nie będzie w centrum uwagi i zabiegów o powrót do jakiej takiej normalności naszego życia. Choć przecież i do niej wtargnął już lęk, strach, zagrożenie zmarnowania budowanego przez dziesięciolecia potencjału aktywności twórczej na tym polu; nie zabraknie też bankructw, bezrobocia etc.
 
Będąc blisko tej dziedziny, przez całe niemal życie, czuję się dziś uprawniony do stwierdzenia, że życie artystyczne, cała szeroko rozumiana sfera kultury jakoś sobie z tym kryzysem poradzi. Będzie dużo biedniej i trudniej, ale może mniej będzie marnotrawstwa sił i środków, różnego rodzaju "szalbierstw" skrywających się za parawanem kultury, zgniłej polityki ubieranej w szatki artystycznej twórczości, promowania nijakości i bylejakości za publiczne nierzadko pieniądze.
 
Może wreszcie sztuka stanie się czymś naprawdę wartościowym, ważnym, docenianym, a amatorszczyzna i grubiańszczyzna nie będą korzystały z ochrony w imię układów i pseudofachowej kwalifikacji. Może...
 
Najważniejsze, by osłabienie materialnych bodźców w tej dziedzinie (a to jest pewne) nie osłabiło motywacji do twórczości, we wszystkich jej przejawach: twórczości amatorskiej, zawodowej, komercyjnej i absolutnie bezinteresownej, uprawianej dla potrzeb ducha twórców i odbiorców kultury oraz, zwyczajnie - po to, by ten trudny czas przeżyć...
 
O to ostatnie jestem raczej spokojny. Kto lubi i potrafi śpiewać -będzie śpiewał, kto ma potrzebę pisania i malowania - na pewno z tego nie zrezygnuje, kto jest mistrzem filmu i sceny - będzie się tym nadal zajmował. Choćby przy użyciu smartfonu, nie zaś poprzez organizację wielkoafiszowych "eventów". I od tego się zacznie (już zresztą tak się dzieje) nasz powrót do kulturotwórczej normalności. A że przez jakiś czas słupy i tablice ogłoszeniowe będą nieco mniej oblepione afiszami anonsującymi setki imprez, od czego dotychczas raczej bolała nas głowa od nadmiaru wymieszanych ze sobą ważnych i nieważnych ofert - to jakoś to przeżyjemy.
 
Myślę, że największa skala wyzwań czeka … celebrytów. Będą teraz mieli szansę udowodnienia, że na coś, poza medialnym eksponowaniem swej osoby jednak ich stać. Jednak za dużo mniejsze niż dotychczas pieniądze..
 
Antoni Kopyto
 

cku

Back to top