6 kwietnia. To już czwarty tydzień epidemicznego zagrożenia, do tego -Wielki Tydzień, a więc niby czas spokojnej medytacji o tym, co dla mnie najważniejsze. No i z tą właśnie medytacją tak prosto nie jest. Zaczynam być bowiem krańcowo zdenerwowany, wręcz wkurzony. A to nieco się kłóci z nastrojem tych dni...

Dzieje się tak wcale nie dlatego, że tak mocno doskwierają mi ograniczenia wywołane pandemią. Choć są przykre, to jednak nie bulwersują mnie do ostatnich granic. Tak, jak wszystkim brak mi wiosennych spacerów, spotkań z ludźmi, śpiewania na próbach Gaude Vitae, swobody przeżywania każdego dnia i planowania następnych dni, tygodni czy nawet miesięcy. Ale akceptuję ten stan i silę się na optymizm.

            Nie wkurzam się także wcale na myśl, że zaplanowane na pierwsze półrocze i w znacznej części nawet opłacone eskapady do Anglii, Andaluzji (prywatne) oraz Szaflar i Berlina (z zespołem) już na pewno nie dojdą do skutku. Furda tam! Nie to jest w życiu najważniejsze! - myślę nie bawiąc się w jakiekolwiek rozżalenie i poczucie wielkiej straty.

            Nie czuję się także specjalnie rozsierdzony bardzo skąpą dziś nadzieją na radosne i spokojne dyskontowanie w następnych miesiącach stanu wolności od jakichkolwiek zobowiązań zawodowych i typowego dla seniorskiego stanu – braku wszelkich napięć i zmartwień. Trudno, będą troski, o siebie, o najbliższych, o Polskę, o zdrowie i materialne niedostatki, które nas wszystkich niechybnie czekają po pandemii. Ale ta wizja nie zwala mnie z nóg, bo zawieruchy i zakręty mocno nas łamały w minionych czasach, a świętego spokoju na całe życie nawet Pan Bóg nam nie obiecywał. Więc ze stoickim spokojem stawimy czoła temu wszystkiemu, co nadejdzie...

            Cóż więc tak mocno mnie wkurza i rozsierdza? Po pierwsze – polska polityczna rzeczywistość. Brakuje mi słów, by dosadnie i obrazowo nazwać to, co obserwujemy od tygodni w politycznej rozgrywce o prezydenckie wybory. To jawne naigrawanie się zarówno z otaczającej nas sytuacji wywołanej pandemią, jak i z nas wszystkich. W tej grze, bezdyskusyjnie inicjowanej przez obóz władzy nie ma ani poczucia przyzwoitości, ani przeświadczenia, że Polacy są na tyle mądrzy, by ocenić, co tak naprawdę jest dzisiaj dla nich ważne. Posądzanie mnie i milionów Polaków o brak zdolności do samodzielnej oceny, czy majowe wybory są potrzebne i mają jakikolwiek sens w obecnej sytuacji – uważam za osobistą obelgę. Jestem tym wkurzony do ostatnich granic.

            Po drugie – jestem mocno, bardzo mocno niezadowolony ze stylu komunikacyjnej narracji kierowanej do Polaków w związku z pandemią. Pozornie wszystko jest OK. Są informacje o statystykach zarażeń i zgonów, o potrzebie i istocie izolacyjnych ograniczeń, a nawet nieobiecywanie nam, że to wszystko się tak łatwo i szybko zakończy. To wszystko sugeruje nam, że mamy do czynienia z rzetelnym PR-em (public relations). Jestem jednak innego zdania. Do szału doprowadzają mnie wszystkie wstawki w oficjalnych wypowiedziach i informacjach o „przodującej roli Polski” w walce z COVID-19. Bo to nijak ma się do kanonów uczciwej komunikacji społecznej a jest zwykłą propagandą. A tak łatwo można by rządowe działania uwiarygodnić przyznawaniem z pokorą, że tak jak wszędzie epidemia obnażyła w Polsce liczne słabe punkty w systemach tworzenia rezerw, zarządzania procedurami i praktyką działania służby zdrowia, inspekcji sanitarnej, zapobiegania sytuacjom kryzysowym, tworzeniu procedur na wypadek klęsk żywiołowych, epidemii. Byłoby to i uczciwe, i prawdziwe, i dające jakąkolwiek nadzieję na wiarygodne przygotowanie na dalszy ciąg trudnych dni. I na to, co nastąpi potem.

            Żyjemy w czasach ogólnospołecznej globalnej komunikacji. Wszystko, co przez jednych jest skrywane i bagatelizowane, inni szybko weryfikują w swym otoczeniu. I dostrzegają natychmiast wszelkie kłamstwa, oszustwa i przeinaczenia. Bardzo mnie osobiście boli i wkurza, że ktoś może nas traktować jak tępaków. Jako kretynów, którzy mogą postrzegać rzeczywistość wyłącznie w oparciu o oficjalne komunikaty lub specyficzną i tak często kłamliwą narrację Wiadomości TVP. Widzimy więc wszystkie głupoty, uchybienia, nadinterpretacje i fatalne decyzje lub często ich brak. Dlatego tak bardzo mnie denerwuje ów dysonans między oficjalnym przekazem i rzeczywistością.

            No cóż, muszę sobie z tym wszystkim jakoś poradzić. Zaczęliśmy bowiem Wielki Tydzień, przed nami Święta Wielkanocne. Mamy dużo czasu i możliwości – jak nigdy dotąd - by się uwolnić od nerwów, zabiegania, znanego nam „z poprzedniego życia”. Będzie czas na duchową medytację, uwolnioną od tego wszystkiego, co od zawsze nam w niej towarzyszyło. A jeśli zechcecie w przeżywaniu uroczystości paschalnych jednak uczestniczyć – włączcie internet, radio, telewizor. Pamiętajcie wszakże, iż tym razem najważniejsze będzie to wszystko co jest i może być W NAS.   A nie -obok nas, czy z naszym fizycznym udziałem..

            I błagam – nie dajcie się zwariować myślom nasuwającym się codziennie, za diabelskim nierzadko podszeptem, o tym, że ta Wielkanoc będzie gorsza niż te wcześniej. Będzie inna.

            A może … lepsza?

            Spokojnych i zdrowych świąt, Kochani!

Antoni Kopyto

cku

Back to top