Długo nie siadałem do komputera. Ale zbliżające się dni świąteczne odrzuciły precz lenistwo.Jest nad czym się zastanawiać. Dzień Wszystkich Świętych, Zaduszki a potem 11 Listopada – Święto Niepodległości to wystarczające okazje do myślowych, a może i duchowych łamigłówek.

Tuż przed 1 listopada odwiedzam stalowowolski cmentarz. Zwracam uwagę na nowe mogiły. Tak wiele spośród nich zdobią personalia osób, które całkiem jeszcze niedawno widziałem na ulicy, ba!, nawet takich, z którymi dopiero co, jak mi się wydaje, rozmawiałem. Memento mori...Taki spacer po cmentarzu, niezależnie od bardzo osobistego, rodzinnego tła odwiedzin zawsze jest przyczynkiem do wspomnień i egzystencjalnych refleksji.

Refleksja pierwsza. Polska tradycja jest wypełniona ogromnym szacunkiem do tych, co odeszli. Świadczą o tym same pogrzeby, ich rytuał, najczęściej chrześcijański, również chrześcijańskie, zwłaszcza katolickie liturgie modlitw za zmarłych. Świadczy o tym także wygląd naszych cmentarzy. Można oczywiście dyskutować, czy nie za wiele jest w tym wszystkim przesadnej religijności lub na przeciwnym biegunie - materializmu, obnoszenia się z bogactwem, towarzyskiej a nawet politycznej gry na pokaz (bywa nawet, że hucpy!) ale odrzućmy te wątpliwości. Na pewno nasze podejście do faktu odchodzenia z tego świata, do samych zmarłych nie przynosi nam wstydu. Zwłaszcza na tle innych nacji, które albo trywializują, marginalizują moment i sposób chowania zmarłych, albo też infantylizują – aż do granic absurdu.

Powtarzam więc – nie mamy się czego wstydzić. A dzięki temu może nieco mniej od innych nacji możemy się bać samej śmierci, albo tego, co nastąpi po niej. Niezależnie od faktu, czy ten moment dla jednych oznacza odejście do domu Ojca, a dla innych definitywne odejście w nicość. Co do tej drugiej sytuacji: znam kilka osób, którym katolicyzm i chrześcijaństwo w ogóle – są całkowicie obce. Nie wierzą, w przeciwieństwie do mnie w odejście do domu Ojca, nie wierzą w życie wieczne, zmartwychwstanie, zbawienie, twierdząc z przekonaniem, że śmierć wszystko zakończy … a mimo to wcale nie żyją w myśl zasady „Hulaj dusza, piekła nie ma”. Kolegę, absolutnie i z przekonania niewierzącego zapytałem kiedyś: -Skoro nie wierzysz w Boga, w życie wieczne, to dlaczego nie używasz życia, dlaczego nie zmieniasz swych partnerek co chwila, nie oszukujesz, nie kradniesz – byle tylko żyć lekko, łatwo i przyjemnie? Odpowiedź była krótka: - Po pierwsze przyjemność w życiu to nie wszystko a świadomość własnej przyzwoitości wydaje mi się bardzo ważna. Po drugie -zależy mi trochę na tym, by kiedyś jakiś przechodzień po tym naszym cmentarzu zatrzymał się przy moim grobie z szacunkiem i pozytywną myślą na mój temat. A nie - by splunął, warknął jakieś przekleństwo i szybko poszedł sobie dalej…

 

Refleksja druga dotyczy dnia 11 listopada – Święta Niepodległości. Jestem entuzjastą tego dnia w polskim kalendarzu. Wreszcie z należytym pietyzmem koncentrujemy swą myśl patriotyczną na tym, co ważne, piękne i radosne, na odzyskaniu niepodległości po latach niewoli. A nie na martyrologii, klęsce, morzu przelanej krwi, nienawiści i śmierci. I tak bardzo chciałbym na tym entuzjazmie poprzestać. Rzeczywistość jednak skrzeczy i to bardzo. Od kilku lat mnożą się w Polsce przypadki „świętowania Dnia Niepodległości” w sposób skandaliczny. Tzw „marsze niepodległości” stają się areną do chuligańskich ekscesów, nierzadko korzystających z bierności służb porządkowych, z mediów sączona jest treść urągająca przyzwoitości, wypełniona agresją , jadem, nienawiścią. Dokładają do tego swą cegiełkę politycy, publicyści, a bywa także – pasterze Kościoła Katolickiego. Nie rozumiem i nie akceptuję takiego świętowania.

Co gorsza nie widzę w naszym kraju jakiegokolwiek autorytetu, który mógłby taki model narodowego świętowania jawnie zganić czy wyeliminować.

Całkiem niedawno w polskich mediach aż zahuczało od dyskusji nad...plakatem narodowego Marszu Niepodległości AD’2019. Wizerunek wzniesionej w górę pięści owiniętej różańcem niczym kastetem musiał taką reakcję wywołać. Nie mam już siły aby to zdarzenie komentować. Skrajny idiotyzm powiązany ze skrajnym brakiem odpowiedzialności nie zasługuje na polemiki czy komentarze. Milczeniem więc skwituję kretyńskie tłumaczenia autorów tego „patriotyczno-religijnego” plakatu. Podobno kapłani a nawet Papież – Polak także oplatali i oplatają swe dłonie różańcem w czasie modlitwy...A wzniesiona do góry pięść: znak pogardy, nienawiści i przemocy? Czy dla autorów plakatowego pomysłu ten gest nic nie znaczy?

W chórze Gaude Vitae, w którego pracy mam zaszczyt uczestniczyć przygotowujemy obecnie program do listopadowego, międzynarodowego konkursu w Warszawie. W konkursowym repertuarze jest także przepiękna pieśń „Modlitwa o pokój”. Co kilka dni szlifujemy swój program wyśpiewując, niczym w modlitwie te ważne słowa:

O Boże, Panie nasz, błagamy Cię

Nie pozwól by Twój głos zaginął w nas

Spraw: niech już nigdy ściśnięta pięść

Nad naszą ziemią nie wzniesie się!

 

A tymczasem pięść jest wniesiona. Nie słyszę protestów władz państwowych, oficjalnych przedstawicieli kościoła.

Bo to Polska właśnie.

Antoni Kopyto

 

 

cku

Back to top