Jesień jest u nas w Polsce takim czasem, w którym narasta wśród tuziemców atmosfera narodowej ważności i pompatycznego nierzadko upojenia naszą tożsamością.Trochę to jest dobre, a trochę nie za bardzo. Dobre, bo pamiętać o tym, co dla narodu ważne - bezwzględnie należy . Albo dla naszej chwały, albo ku przestrodze. Niedobre, gdyż obchodzenie w nietrafionej temperaturze ważnych rocznic służy nierzadko wykrzywiającym historię politycznym, a bywa, że i religijnym manipulacjom. Cykl ważnych obchodów zaczynamy zwykle w sierpniu (rocznica Powstania Warszawskiego i zwycięstwa nad rosyjską nawałą) i poprzez rocznicę wybuchu II wojny światowej kończymy w listopadzie triumfalnymi obchodami Święta Niepodległości.

 

Na ekrany kin całkiem niedawno trafiły dwa nowe, polskie filmy fabularne: „Piłsudski” w reżyserii M. Rosy i „Legiony”. Kiedyś byłem częstym bywalcem sal kinowych, dzisiaj jest już inaczej bo telewizja i internetowe Netflixy, CDA czy YouTube od tego mnie odzwyczaiły (nie mówiąc już o zwyczajnym lenistwie). Niemniej teraz postanowiłem zachować się w niezgodzie z tą normą. Na „Piłsudskim” w naszym Wrzosie już byłem (w towarzystwie dwójki innych widzów, Boże, aż trudno uwierzyć!), a na „Legiony” lada dzień się wybieram.

Powiem krótko: „Piłsudski” mi się bardzo spodobał. Bardzo fajny to obraz, pełen ciekawie pokazanej fabuły i świetnie wymyślonej konwencji pokazania stosunkowo mało znanej historii, zarówno w odniesieniu do życiorysu Komendanta, jak też wydarzeń poprzedzających Niepodległość. Skonfrontowanie zwłaszcza dojrzewania w polskiej rzeczywistości tendencji niepodległościowych, rozgrywek partyjnych (PPS) z życiowymi, pełnymi romansowych i westernowych zgoła przygód wyczynami późniejszego Marszałka jest wg mnie strzałem w dziesiątkę. A do tego – „pasuje mi” klimat tego filmu zaś wiarygodność scenografii i kostiumów, no i rewelacyjna gra Borysa Szyca w roli tytułowej tworzą moim zdaniem świetną całość. Wyszedłem z kina usatysfakcjonowany.

I chyba z takim samym nastawieniem pójdę na „Legiony”. Jak głoszą recenzje i ten film zasługuje na uwagę, choć zapewne ma większy rozmach wynikający ze znacznie większego niż przy „Piłsudskim”, państwowego budżetu. Nie brakuje i w tym przypadku (podobnie jak w odniesieniu do „Piłsudskiego”) krytycznych opinii pełnych nierzadko oskarżeń o to, że twórcy nie sprostali wyzwaniom, że wybrali fabularną miałkość zamiast wiernego odtwarzania historii itp. Sprawdzę, jak to jest naprawdę. Z góry jednak zastrzegam: twórcy filmowi nie muszą odtwarzać pełnej historii i nie muszą spełniać wymagań tak często pokracznej i wykrzywianej polityki historycznej! Co do tego – jestem przekonany!

Poza oficjalnymi recenzjami punktującymi treściowe i warsztatowe plusy i minusy obu produkcji częste są na ten temat internetowe wypowiedzi samych widzów. Takie są prawidła internetowego forum, że dopuszcza ono do głosu zarówno ludzi mądrych i wrażliwych, jak też zwyczajnych głupków strojących się w recenzenckie szaty i do tego jakże często wygłaszających moralizatorskie tyrady. Tych ostatnich nie brakuje i na ogół wzbudzają u mnie politowanie. Zwłaszcza wtedy, gdy głoszą wszem i wobec, że o wielkich Polakach można pisać, mówić, czy filmy robić wyłącznie w duchu pozłacania ich postaci, sadowienia na pomnikowych piedestałach etc. Zupełnie, jakby „NASI WIELCY” nie byli normalnymi ludźmi, pełnymi wewnętrznych sprzeczności, nie zawsze postępującymi bezgrzesznie. Często pada przy tej okazji argument, że pokazywanie narodowych bohaterów z uwzględnieniem nie tylko ich wiekopomnych czynów czy dzieł, ale także nierzadkiej u normalnych ludzi „zwykłości” ich życia czy wręcz „małości” uczuć i zachowań (romanse, miłość, przygody, podstępy) jest kalaniem narodowych ikon…..

No cóż, współczuć należy polskiej historii, że ma takich obrońców i takich propagatorów. Współczuć należy przede wszystkim wtedy, gdy taka linia promowania narodowej historii jest lansowana przez osoby opiniotwórcze albo wręcz przez przedstawicieli władz. A nierzadko tak się dzieje, nad czym ubolewam.

Nim się udam do kina na „Legiony”, by skonfrontować własną opinię o tym filmie z różnymi recenzjami i internetowymi „oceniaczami” – mam dla stalowowolan istotną wg mnie informację. Film „Piłsudski” powstał przy sporym udziale rodowitej stalowowolanki, Joanny Pamuły. Była ona pomysłodawczynią i twórczynią wojskowych kostiumów, które fantastycznie uwiarygodniają ten film. Gratuluję, świetna robota, Asiu! To kolejny dowód na aktywną obecność naszych ziomków w polskiej kinematografii. Po licznych przykładach obecności stalowowolan w filmowym aktorstwie, muzyce, po scenariuszowych osiągnięciach Łukasza Światowca warto i ten, „kostiumowy” aspekt owej listy obecności podkreślić.

Także i dlatego „Piłsudskiego” warto zobaczyć, do czego zachęcam.

Antoni Kopyto

cku

Back to top