Stały tam także robotnicze baraki mieszkalne budowniczych naszego miasta. W czasie okupacji działy się wśród tych sosen smutne i straszne rzeczy, włącznie z prawdopodobnym pochówkiem w tym miejscu Kazimierza Pilata, szefa tutejszego Obwodu AK, zamordowanego w pobliskiej katowni gestapo. Przez długie lata wiodła tędy jedynie polno-leśna ścieżka od przejazdu kolejowego w kierunku urzędniczo-dyrektorskiego centrum osiedla. Potem dorobiono ścieżki kolejne, postawiono pierwsze ławki-miejsca spotkań zakochanych.
Ten teren jest mi szczególnie bliski. Nie tylko z powodu tych ławek... Wiodła przezeń przez całe lata droga do moich szkół, czy do szkół i przedszkoli moich dzieci i wnuków. Przez kilka lat, pracując w Urzędzie Miasta byłem rzecznikiem przekształcenia lasku w oficjalny Park Śródmiejski i wreszcie udało mi się to sfinalizować. Ostateczną okazją do oficjalnego podniesienia rangi tego terenu była moja inicjatywa uświetnienia pamięci o konspiratorach AK i Kazimierzu Pilacie poprzez postawienie tu pamiątkowego obelisku. Zrealizowałem ten zamysł w drugiej połowie lat 80tych (było jeszcze daleko do czerwca 1989).Tekst na obelisku jest mojego autorstwa. Jeszcze dziś brzmią mi w uszach odgłosy wojskowej salwy honorowej w czasie uroczystości odsłonięcia pomnika-obelisku i apelu poległych partyzantów, żołnierzy tutejszego Kedywu i partyzanckich oddziałów "Kmicica" czy "Ojca Jana". Widzę też ciągle stojących obok mnie stalowowolskich akowców, których udało mi się wówczas do Stalowej Woli ściągnąć. Wyczytuję nazwiska poległych: braci Szumielewiczów, Bełżyńskiego, Kubikowskiego, Kajzera... Obok mnie stoją i ścierają łzy z twarzy Potyrański, Kamiński, Pająk, Przyłuska, Foremniakowa, Szkaradziński i inni. Nikogo z nich nie ma już dzisiaj wśród żywych.
Do dziś jestem wdzięczny osobom, bez których zaangażowania nie udałoby się tej inicjatywy zrealizować: Edwardowi Stendiuchowi, Tomkowi Strusińskiemu, Wojtkowi Cuberze...
Bardzo się dziś cieszę, że ów park w centrum Stalowej Woli wreszcie przestał być jedynie brudną i mało bezpieczną "oazą" dla pijaków i zyskał dzięki kolejnym projektom, tym z czasu prezydentury poprzedniego, jak i obecnego prezydenta miasta - rangę miejsca wypoczynku, spacerów i rozrywki. Nie wszystko w nowych projektach akceptuję (koszmarna kostka traktu pieszego wzdłuż torów - między innymi), ale efekt finalny nie jest zły. Przyjemnie tutaj spacerować wśród zieleni, wypoczywać, rodzinnie, czy w samotności, przyprowadzać tutaj dzieci, wnuki by skorzystały z tutejszych obiektów i urządzeń rekreacyjnych, spotykać się ze znajomymi. Jedyne, czego mi tutaj brakuje to brak maleńkiego obiektu (muszla, muszelka...) dla potrzeb okazjonalnych "koncercików", adekwatnych do nastroju i rangi tego miejsca. Ale - jak sądzę- jest to do nadrobienia, ostatecznie przecież muzykowanie przy kawowym "grzybku" jest także możliwe...

Tekst i foto: Antoni Kopyto

a1
a2
a3
a4
a5
a6
a7
a8
a9
a10
a11

cku

Back to top