Pomału zaczynam mieć tego dość. Gry i zabawy z emeryturami, z upodobaniem dziś w Polsce lansowane nie mają nic wspólnego z przyzwoitością i szacunkiem dla tzw. etosu pracy. Więcej jest w nich politycznej, populistycznej gry niźli realnej dbałości o status materialny seniorów.  Dziegciu całej sprawie dodają media i dziennikarze, którzy z powodu nieuctwa, lenistwa lub złej woli sprzedajnych wydawców kłamią, nie dopowiadają tematu do końca, o jakichkolwiek publicystycznych analizach już nie wspomnę. Wydawcy gazet, czasopism, programów telewizyjnych, uwikłani w różne polityczne układy z ochotą akceptują dziennikarską bylejakość. Zastępowanie rzetelnej wiedzy opartej na znajomości tematu przez błędne pseudoinformacje niedouczonych żurnalistów staje się już u nas nienormalną „normą”.

            To już nie tylko dotyczy TVP czy innych, związanych z władzą mediów. Druga strona rynku środków przekazu ma tu także liczne grzeszki na sumieniu. O płytkości politycznych komentarzy wygłaszanych przez strategów i urzędników rządowych oraz polityków opozycji już nie chcę mówić, by się mocniej nie zdenerwować. Kiedyś, nawet całkiem niedawno jeszcze, łudziłem się, że polityczne racje i argumenty mogą być narzędziem dochodzenia do prawdy i konsensusu. Teraz wiem już, że jedynym celem jest „dołożenie’ przeciwnikowi, by ten poniósł jakikolwiek uszczerbek w swych wyborczych szansach…

            Nakładanie się wspomnianej tematyki na aktualia polityki emerytalnej i informowania o niej w naszym kraju tworzy obraz karykaturalny zgoła. Obraz czynienia z emerytur i tzw zabezpieczenia społecznego w naszym kraju instrumentu niekoniecznie i niewyłącznie nakierowanego na podniesienie poziomu życia świadczeniobiorców, Polaków w ogóle lecz także narzędzia polityki. Czy wyłącznie polityki? Tego nie wiem, ale wiele na to wskazuje. Niby to nic nowego ale w krajach cywilizacyjnie i gospodarczo lepiej rozwiniętych państwo pryncypialnie podporządkowuje swe działania niepodważalnym celom ogólnospołecznym. Przedmiotem debat i sporów polityków stają się tam jedynie tematy metod i zakresu wychodzenia naprzeciw tym celom oraz kreowania polityki gospodarczej, warunkującej jakikolwiek rozwój.

            Nie chcę nikogo ani obrazić, ani też urazić, ale z całym przekonaniem twierdzę, że u nas jest … dokładnie odwrotnie! Człowiek, jego potrzeby, punkt widzenia, zaspokajanie społecznych potrzeb, metody i środki do tego wiodące dla nikogo nie są jakimkolwiek celem! Stanowią jedynie narzędzie do tego, aby „nasze było i nasi byli górą”. Smutne to lecz prawdziwe. To nie jest kwestia różnic pomiędzy prawicą i lewicą, kapitalizmem i socjalizmem, nacjonalistami i lewakami. Istotą rozziewu pomiędzy wspomnianymi dwoma ścieżkami w traktowaniu człowieka, obywatela jest różnica między przyzwoitością i jej brakiem. Między rzetelną polityką społeczną i miałkim populizmem. Wymieniona na wstępie tematyka emerytur jest tego dowodem. Spójrzmy na problem w maksymalnym skrócie.

            Najpierw liberalny rząd PO-PSL nastraszył Polaków wizją bankructwa gospodarki z powodu zbyt wczesnych emerytur i zafundował nam podwyższanie wieku uprawniającego do świadczeń. Wizja w części tylko była oparta na ekonomicznych i demograficznych prognozach. Nie przewidziano bowiem pomyślnego w sumie trendu gospodarki. Nie ujawniono także innych jeszcze motywów ówczesnej władzy, tyczących – określmy to lapidarnie - „podlizywania się” (w ściśle określonym, i raczej skrywanym celu) Brukseli i UE w ogóle. Media i dziennikarze bardzo łagodnie prześliznęli się po tym zamyśle i szybkiej jego realizacji, nie podejmując w ogóle głębszych analiz na ten temat.

            Za rządów PIS szybko wektor zmian...odwrócono, oczywiście „dla dobra ludu”, podeszłego wiekiem i stażem zawodowym . Chwytliwy przedwyborczy postulat zrealizowano. Realnej i przyzwoitej dyskusji wśród polityków i w mediach znowu zabrakło. Jeśli nie liczyć bałwochwalczego piania z zachwytu nad hojnością władzy, niezapominającej jednocześnie o zasobnych w dziatki rodzinach (program 500+). Kompletnie nikt nie zainteresował opinii publicznej łatwo wyliczalnymi konsekwencjami takiej decyzji dla budżetu państwa, w dłuższej perspektywie i konsekwencjami dla samych „nowych”emerytów. Zmniejszenie kapitału składkowego i zwiększenie czasu statystycznego dożycia do sędziwych lat musiało bowiem zaskutkować emeryturami niższymi od oczekiwanego poziomu. Labidzenie z tego powodu jest coraz głośniejsze a politycy, dziennikarze i media raczej o tym milczą, gdyż temat „nie jest nośny wyborczo”….

            Z kolei do sporej irytacji doprowadziło mnie manewrowanie w polityce i w mediach, w ostatnich tygodniach tematem tegorocznej rewaloryzacji emerytur, dokonywanej w oparciu o wskaźniki inflacji. Jako coś bardzo żałosnego odbieram fakt przekazu informacji tej kwestii dotyczących, jako radosnej wieści o „podwyżkach świadczeń”. To już jest szczyt wszystkiego. Czynienie z tego faktu powodu do hołdów wobec polityki socjalnej państwa jest nie tylko nieporozumieniem, ale też przewrotnym i bardzo brzydkim zabiegiem proreputacyjnym (PR-owskim). W tym przypadku najbardziej winni są wydawcy i redaktorzy środków przekazu, których posądzałem mimo wszystko o lepszą wiedzę i … nieco większą pracowitość w ocenie przekazywanych im informacji.

            Najbardziej aktualnym zabiegiem socjalnym jest i ma być temat matczynych emerytur („Mama 4 Plus”). Te emerytury już w marcu otrzymają kobiety, które urodziły i wychowały czworo lub więcej dzieci. Żeby było jasne: nie jestem przeciwnikiem tego rodzaju świadczeń. Wypełnianie wielu pustych miejsc, wręcz „dziur” w niedostatkach nie tak dawnej liberalnej polityki socjalnej uważam za działanie godne uwagi, nierzadko potrzebne i uzasadnione. Gdy jednak takie i inne przedsięwzięcia podejmuje się wyłącznie pod sztandarami ubolewania nad losem kobiet, którym ze względów macierzyńskich nie było dane wypracować sobie pracą i składkami jakichkolwiek świadczeń – to pytam o liczne wątpliwości i kwestie w tym kontekście się pojawiające.

            O to, na przykład, czy czasem antywychowawczo nie deprecjonujemy etosu pracy zawodowej jako takiej? Także - Czy stać nas będzie na kontynuowanie w przyszłości takich i im podobnych świadczeń dla następnych pokoleń niepracujących zawodowo matek? Co będzie, gdy wskaźniki wzrostu gospodarczego zaczną dołować? I wreszcie: czy nie należałoby rozniecić znacznie szerszej niż tylko w rządzie i Sejmie RP dyskusji nad długofalowymi, finansowymi skutkami nowych lub zwiększonych świadczeń socjalnych? I do tego: czy nie należałoby powiązać tej dyskusji z debatą nad zmianą parytetu między świadczeniami dla tych co nie pracowali, bądź nie pracują a tymi, którzy ciężko tyrając przez całe życie wypracowali swoje świadczenia emerytalne, wychowując w swej rodzinie po kilkoro dzieciaków i dostarczając do budżetu państwa, przez ten czas olbrzymie „składkowe dotacje”… Może to najlepszy czas, aby podjąć nieco bardziej poważnie temat całkowitej lub częściowej rezygnacji z opodatkowania PIT-em świadczeń emerytalnych?

            Nie jestem politykiem i nie za bardzo znam się na polityce. Znam się jednak co nieco na gospodarce. Zdarza się, że słyszę (nie za często, ale jednak) od kilku, sympatycznych skądinąd znajomych -popleczników dobroczynnej polityki państwa w obecnym wydaniu, zdania typu: -Pieniądze w Polsce są i będą, trzeba tylko wiedzieć jak po nie sięgać…. Myślę, że takie myślenie w kręgach zbliżonych do obecnych władz różnych szczebli jest dziś w naszym kraju stanowczo zbyt powszechne.

            I na pewno jest niebezpieczne. Nie tylko w odniesieniu do emerytów i emerytur.

Antoni Kopyto

                       

cku

Back to top