Podpatrzone, podsłuchane 19 listopada 2020 r.
Chyłkiem, okutany w maskę i foliowe rękawiczki wymykam się z samochodu na szybkie zakupy na bazarze i w sklepie. Obserwacja pierwsza: przestrzeganie "godzin dla seniorów" jest byle jakie. Tłumu co prawda nigdzie nie ma, więc ryzyko zakażenia się seniorów wielkie nie jest. Obserwacja druga: "osobników" bez masek - bardzo mało. Najbardziej mnie wkurza pewien kupiec z maską pod brodą żarliwie plotkujący z jakąś klientką. Za chwilę widzę go w sklepie jakieś 100 metrów dalej. Nadal maska na szyi i nadal gęba mu się nie zamyka. Zwracam mu uwagę. Rzuca niezbyt głośno "ku..." i puka się palcem w czoło. Potem dodaje, tak modne dzisiaj: "Wyp...... j!".
Obserwacja trzecia: spotkania znajomych, w dwuosobowych grupkach. Na ogół w maskach i dystansie. Niechcący podsłuchuję. Tym razem gadka idzie bez żadnego już pieprzenia o epidemicznej ściemie, a jeśli już to w odniesieniu do oficjalnych komunikatów i działań władzy. Więcej - o kwarantannach, izolacjach w rodzinach. I o zgonach. Coraz częstszych. Wśród sąsiadów, starych i schorowanych, ale nie tylko. Jak długo to potrwa, Panie? Oto jest pytanie...
W międzyczasie tych podsłuchów i podglądań szybko robię zakupy. I do samochodu, do domu. Nie chcę już nic słyszeć, nic wiedzieć. W drodze przejeżdżam obok cmentarza. Zwalniam, uchylam okno. Słyszę odgłosy mszy pogrzebowej z przykościelnej kaplicy. Rzucam okiem na tablicę z nekrologami. Oklejona nimi niemal cała. 
W domu wyładowuję zakupy i siadam w fotelu. Głębokie oddechy, cisza, spokój. Sięgam po pilota. Na ekranie telewizora informacje, wypowiedzi o polskim vecie w Unii Europejskiej, o wyzwiskach w polskim Sejmie, o politycznych przepychankach, strajku kobiet i zapowiedzi protestu pielęgniarek. Na pasku pod ekranem jakieś newsy z zagranicy i suche dane. Zakażenia i zgony. Z tymi pierwszymi nie jest tak tragicznie jak niedawno. Zgonów dużo. Ale w ogóle to będzie lepiej. Będzie szczepionka. Tylko nikt nie wie na pewno - kiedy będzie po wszystkim. Wyłączam telewizor. Siadam z żoną do samochodu. Po kilku minutach spacerujemy w lesie.
Jest lepiej.
Wreszcie.
Antoni Kopyto
 
 

cku

Back to top