Dziś rocznica wybuchu najkrwawszej z wojen. Polsce zabrała prawie wszystko.

Uświadomienie sobie całego bezmiaru nieszczęść, które w wyniku hitlerowskiego amoku dotknęły Polskę, Polaków i całą cywilizację nie jest łatwe. Zostawiam to politykom, historykom. Ja po prostu usiadłem do komputera i napisałem oraz wysłałem poniższy list...

 

Szanowny Pan Wojciech Szczurek

Prezydent Miasta Gdyni

_____________________________

Szanowny Panie Prezydencie,

W dniu kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej ośmielam się skreślić do Pana tych kilka słów. Zamierzałem uczynić to już dawno, ale ten moment wydaje mi się ku temu szczególny. To bowiem 80 już rocznica początku najkrwawszej z wojen, hitlerowskiej napaści na nasz kraj oraz, noszącego znamiona zdrady - opuszczenia Polski przez sojuszników. To także taka sama rocznica tragedii Polaków oraz bohaterskiej postawy wrześniowych obrońców Polski. Wśród nich był również generał (wówczas-pułkownik) Stanisław Dąbek, postać zapewne Panu i gdynianom doskonale znana i nie tylko przy okazji tragicznych rocznic – właśnie w Gdyni ciepło wspominana.

W tych wrześniowych dniach zawsze wracam myślami do jego osoby, jego życiowego dorobku i fantastycznej postawy, dokumentowanej licznymi przykładami. Był nie tylko herosem Września’39 ale także wspaniałym człowiekiem, patriotą najczystszej wody, znakomitym oficerem. Jako dowódca Lądowej Obrony Wybrzeża a wcześniej organizator działań przygotowujących polskie okno na świat do obrony przed najeźdźcą wykazał trudne do przecenienia talenty organizacyjne, logistyczne i bezgraniczne poświęcenie dla Polski, dla wybrzeża, dla Gdyni. A wszystko to w warunkach osamotnienia i braku jakiegokolwiek wsparcia w uzbrojeniu, deklarowanego wcześniej w Warszawie.

Stanisław Dąbek jest mi bardzo bliski ze względów rodzinnych. Jego mama, Rozalia Powęska była rodzoną siostrą Marii - mamy mojego ojca, Franciszka Kopyto. Czasem, gdy myślę o Stanisławie to używam określenia „Nieznany Wuj”. Nieznany, gdyż urodziłem się 10 lat po jego bohaterskich zmaganiach na przedpolach Gdyni i tragicznej śmierci na Kępie Oksywskiej, w Babim Dole. Mój ojciec wspominał przed laty: „-W lipcu 1939 r. przebywałem w sanatorium w Krynicy i tam spotkałem Staszka. Serdecznie rozmawialiśmy. Otrzymał właśnie powołanie do kierowania przygotowaniami i obroną Wybrzeża i wezwanie do bezzwłocznego stawienia się w Gdyni. Tuż potem byłem świadkiem jego pośpiesznego wyjazdu z jego bratem Franciszkiem.”

Mój tata wspominał także, że Stanisław nie miał żadnych wątpliwości, że jego awans i wyjazd do Gdyni jest wyjazdem straceńczym. Doskonale wiedział, że wysyłano go na samotny bój, z którego raczej się nie wraca. Nie był „pieszczochem” sanacyjnej władzy”, bezdyskusyjnie go ceniono, ale raczej odsuwano od pławiących się w zaszczytach i chwale elit. Często: nienawidzono, z zawiści, zazdrości, nie widząc jednocześnie szans na dorównanie jego umiejętnościom, talentowi i bezdyskusyjnemu morale. Ten awans był w pewnym sensie potwierdzeniem ciężkiej, nierzadko aż do bólu doli wspaniałego oficera, wielkiego patrioty, ale bez legionowego rodowodu (Dąbek był przed Niepodległą oficerem w armii CK Austro-Węgier)… Był to symptom naszej polskiej przypadłości: podziałów opartych na koteryjnych układach, niezgodzie, podchodach, nierzadko - nienawiści, chwały i profitów dla "dworzan" i kunktatorów oraz powierzania niewykonalnych zadań ich antagonistom  To przypadłość znana nam z historii i niestety- także ze współczesności.

Stanisław stanął na wysokości zadania. Wykonał to, co zdawało się niewykonalne. Pokazał jak Polak walczy i umiera – to jego własne słowa. Dzisiaj jest wymieniany nie tylko w Gdyni jako jeden z grona największych bohaterów tragicznego Września.

Moje rodzinne miasto, Stalową Wolę zawsze łączyłem w swych historycznych rozważaniach czy też w dziennikarskiej publicystyce - właśnie z Gdynią. Bo rodowód tych miast był i jest tak podobny. Wiąże się ze strategicznym i gospodarczym pragnieniem podniesienia z kolan i rozwoju naszego kraju, z budową portu i miasta Gdyni, z budową COPu, Zakładów Południowych i miasta Stalowej Woli, z osobą Eugeniusza Kwiatkowskiego – wizjonera i realizatora odbudowy Polski po latach niewoli. Ja osobiście zawsze widziałem dodatkowy powód do bliźniaczych związków tych ciągle młodych ośrodków miejskich. Jest nim mianowicie osoba Stanisława. Człowieka, który urodził się tutaj, w Nisku nad Sanem, ale od początku sekundował budowie nowego miasta. Na niespełna trzy dni przed tragicznym, ostatnim bojem w Babim Dole powiedział do opuszczającego miejsce walki rządowego komisarza: „-Gdy wrócisz do Gdyni, powiedz, że u gdynian znalazłem odwagę, bojowość wobec nieprzyjaciela i umiłowanie swej słonecznej Gdyni. Kosa chłopska -to symbol ich cnót. Ja, chłop spod Stalowej Woli mam pełne zadowolenie, że dowodziłem obroną Gdyni…” Te słowa przetrwały w publicznej pamięci m.in. dzięki świetnej, biograficznej względem postaci generała Dąbka książce Stanisława Strumph- Wojtkiewicza „Alarm dla Gdyni”.

W mojej działalności zawodowej i społecznej staram się powracać do postaci „Nieznanego Wuja” wierząc, że to ma sens, że zasłużył na historyczną pamięć, że jego postawa jest godna przypominania Polakom. Zawsze. Także teraz. W czasach dostrzeganego przez wielu braku autorytetów powinniśmy sięgać do historii dorobku i życia takich osób jak on. Uczyniłem to niedawno w czasie rozmowy przed mikrofonami Radiowej Dwójki, wątek ten przytaczam także w dziennikarskich publikacjach (m.in. na łamach www.supersenior.com.pl, moje felietony w rubryce „Wokół nas”). Jak myślę – brakuje także rozpoznawalnych symptomów oczywistych, nie tylko z moich względów rodzinnych, więzi Gdyni i Stalowej Woli.

Na koniec refleksja i przesłanie: myślę, że Stanisław Dąbek bardzo by się cieszył dzisiejszą Gdynią, jej rozwojem, Waszą miejską społecznością, wizerunkiem tego miasta. Na Pana ręce przekazuję najlepsze pozdrowienia dla całej samorządowej władzy Gdyni z Panem na czele, dla miasta i jego mieszkańców.

Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami

Antoni Kopyto, Stalowa Wola

Antoni Kopyto

cku

Back to top